Przyszli im pod tym względem z pomocą Rzymianie, przyszli późniejsi panowie tych stron Wizygoci, a gdy i pierwszych i drugich władza skruszała i padła niby marmurowa kolumna powalona na ziemię huraganem, pozostała tu w tym miejscu społeczność odrębna, mieszanina tych wszystkich, jakie w ciągu wieków starały się ją urobić, według modły własnej. Zatem odrębnego pochodzenia od Gallów lud, oprócz nich, ulegał jeszcze dwóm innym wpływom, nie pozostał więc tym, czym był pierwotnie, ale nie przemienił się w Gallów.

Był czym innym, i obecnie nawet jeszcze, nie w całości naturalnie swojej lecz w części przy pirenejskiej, innym jest.

I to właśnie, co pełen zaciekawienia, zwraca w jego stronę dziś wzrok.

Ale nie tylko wzrok.

Kiedy się tu do tych stron przybędzie, zanim się przyjrzy wszystkiemu uważnie, zmysł słuchu, uderzony zostaje dźwiękami, do jakich nie przywykło we Francji nasze ucho.

Wsłuchujesz się w te dźwięki w uroczej dolinie Bethmalskiej, łowisz je w bearneńskiej ojczyźnie Henryka IV. i w kraju Basków, i dochodzisz do tego przekonania, że nie tylko nie są one dźwiękami języka francuskiego, ale że wyróżniają się znacząco jedne nawet od drugich.

Co to za dźwięki, co to za języki pytasz sam siebie, nie mogąc sobie dać z niemi rady, — i nie znajdując na to pytanie odpowiedzi, zwracasz się w stronę uczonych filologów, by wyjaśnili ci oni tę zagadkę.