Majestatyczne, bogate, piękne, Pireneje, powiedzieliśmy to na wstępie, są niewyczerpaną skarbnicą dla etnografa i badacza gwar ludzkich.

Martwym, w całym ich majestacie poświęciliśmy chwilę uwagi, przyjrzyjmyż się teraz obsiadającymi ich stoki i doliny człowiekowi.

A człowiek to ciekawy bardzo, odrębny od sąsiadującego z nim na północy i południu, odrębny nie tylko przeszłością dziejową, ale językiem, obyczajem i prawami.

Zaczepmy o tę przeszłość, boć jest ona matką teraźniejszości, boć to, co dziś gdziekolwiek żyje i czuje, jest jej następstwem i wypadkową. Nie ulega wątpliwości żadnej, że dzisiejsza Francja, zamieszkiwaną była niegdyś przez dwa odrębne ludy.

Znano je oba pod ogólną nazwą Gallów, mimo to jednak nie stanowiły one etnograficznej jedności. Wyróżniały się od siebie pochodzeniem, kolorem włosów i skóry, wzrostem.

I gdy lud na północy tego kraju, był właściwym ludem Gallów, ten który obsiadł jego południe, zagarnął w swoje posiadanie oba przeciwległe pirenejskie stoki, nie pochodził z tego samego co on pnia.

Ludy te żyły czas długi niezawisłe, nie łączyły się z sobą w jedną polityczną gromadę.

Ale gdy północne, rozporządzały większą potęgą, stało się, z południowymi to, co się zazwyczaj w dziejach stawało, gdy na progu brutalnej siły, stanęła słabość.

Napadane, nie były w stanie uchronić swojej niezawisłości, uległy więc mocniejszym przeciwnikom, połączyły się z nimi w jeden polityczny organizm.

Ale nie zlały, nie wyzbyły się na ich korzyść indywidualności własnej. Ci przeciwnicy północni, wycisnęli przecież na nich swoje piętno.

Nie oni tylko.