Zajmując szczyt góry nad samą grotą, u stóp swoich poprzedzona jest świątynią o kształtach bizantyńskich, która niby wielka rotunda, garnie pod siebie całą przestrzeń ziemi u dołu, i jest jak gdyby jej uświęconym przedsionkiem. A będąc jej przedsionkiem, jest jednocześnie i uzupełnieniem. I chociaż powstała o kilkanaście lat później, choć poczęta w odmiennym architektonicznym stylu, przecież zlewa się z nią w harmonijną całość, mówi do swojego otoczenia, jednym i tym samym głosem. Jakim głosem?

Oto, że gdy zadaniem jej jest tu w dole zgarniać do swoich murów wszystkich cierpiących, co  do tych skał z daleka po pociechę i pomoc przychodzą, tamta strzelająca ponad nią, jak modlitwa do góry, ukazuje im kiedy się już w tych murach znajdą, skąd opuszczonym i porzuconym przez ludzi, pomoc spłynąć może.

Te dwie świątynie, uderzają jak posiedziałem oczy, skoro się przejdzie ten kamienny most na Gawie. Znajdują się one w prostej linii, przed nami. A tam dalej na prawo? Oświetlona tysiącem jarzących się w dzień i w noc świec, w głębi ciemnej, w kaplicę czarodziejską przemienionej świątyni, geniuszem artysty zaklęta w marmurze, niewieścia o anielskim pełnym łagodności spojrzeniu boska postać,  u stóp której biją kornie w skrusze czołem, żebrzące łaski i miłosierdzia napływające tu bezustannie tłumy.