Stacja przedstawia niezwyczajny widok. Skromna jak wszystkie stacje drugorzędne, w tej chwili przeinaczyła się do niepoznania. Przecisnąć się między zapełniającymi ją tłumami trudno. Zbiegli tu się oni z miasta i okolicy, zapełniają wszystkie wolne miejsca, z gorączkowym wyczekiwaniem spoglądają przed siebie. Właśnie dzwonki elektryczne sygnalizują nadejście pociągu z Paryża, a że ten pociąg wieźć ma z sobą najstraszniej upośledzonych i dotkniętych, przeto zaciekawienie ogólne wzrasta.

Wzrastałem silniej, im dłużej na nadejście swe pociąg czekać każe. Wedle rozkładu, miał przybyć o godzinie trzeciej minut czterdzieści, jest już czwarta, a jeszcze go nie widać. Przy pirenejskie koleje, słynne są ze swej nieakuratności, nie przychodzą prawie nigdy na czas, ale opóźnienie tego pociągu właśnie, budzi powszechne zaniepokojenie.

Tyle nędzy wiezie bo on z sobą, tyle nieszczęścia zamyka pod swoim ruchomym dachem, tyle jęków tłumi miarowy jego żelaznych kół ruch, że gdyby przypadkiem w połowie drogi pozostał, ogrom cierpienia ludzkiego, spodziewającego się znaleźć tu ulgę, przeszyłby niby ostry grot serce każdego z tych, którzy tu nadejścia jego teraz wyczekują.