Tu więc pędziła najchętniej swoje owce, tu zrywała polne kwiaty, tu godzinami całymi wpatrywała się w krajobraz, tajemniczy jak jej myśli, posępny jak jej dola. I tu wreszcie, w pamiętnym dniu 11 lutego miała mieć widzenie, które to Lourdes i te tu skały przeinaczyło do niepoznania, w świecie ducha sprawiło wrażenie, z jakiemu podobnym nie spotykamy się w nowoczesnych dziejach, ku tym grotom ze wszystkich świata zakątków ściągnęło tysiące nieszczęśliwych, szukających u ich podnóża, w cierpieniu ulgi, w zwątpieniu wiary, podpory w potknięciu i upadku.

Jest dzień uroczystej pielgrzymki, wszystkie pociągi nadchodzące z północy i wschodu, zwożą właśnie tych nieszczęśliwych do Lourdes całe tysiące, idźmy ku nim na stację kolejową, by następnie razem z nimi, podążyć przed ołtarze tej, w orędownictwie której 11 Boga złożyli oni wszystkie swoje nadzieje. Idźmy.