Jedenastego lutego 1858 roku, miało miejsce pierwsze widzenie. Od ubogiego domku w którym czternastoletnia wówczas Bernadetta z rodzicami swoimi zamieszkiwała, skały Masabieles oddalone są o dobrą wiorstę drogi. Dziś wyglądają inaczej niż dawniej, ale wtedy, gdy zbierała ona u ich stoków suche drzewo na opał, przedstawiały się więcej dziko. Odcięte od gór okolicznych, sterczały stromo nad wybrzeżami Gawy, a szumiące na ich szczytach iglaste bory, czarną zielenią swoją, potęgowały ich grozę.

Nie one jedne, gdyż w samem ich środku, na kilka stóp ponad powierzchnią ziemi, woda wyżłobiła głębokie groty, siedlisko nocnych puszczyków, i te nadając obrazowi jaki oczom przedstawiały wyraz tajemniczości, jednocześnie ubierały go w ponure, jakiegoś dziwnego smutku, szaty.

Unikano też ich powszechnie, a imaginacja ludu, zapełniała je wizjami i duchami, błąkającymi się nocą po czarnych głębokich czeluściach. Ale to co innych odstraszało, dla biednej tej pasterki przedstawiało niezwykły urok.