Jak w tym świecie, o którym tak słusznie powiedziała poetka, że aby w nim wyschło całkiem „łez morze, chyba cały świat zapalisz, o Boże”.

Dziecko acz nie wymagało niemal nic od rodziców, było przecież swoim rodzicom ciężarem. Oddano je więc do okolicznej wioski Bartres, by tam przeżywało swoje dzieciństwo, lecz chyba nie, jak Mickiewicz powiada: „sielskie anielskie”.

Pomagało więc tu w gospodarstwie, pasało bydło po stokach górskich, wreszcie gdy doszło do lat dwunastu powróciło pod dach, będący świadkiem jego pierwszego kwilenia.

Nie zmieniło przecież trybu swojego życia, przekształcało się powoli i opornie, z dziecka w dziewicę. W dziewicę, jak opowiadają ci, którzy ją w tym czasie widzieli, o oczach błyszczących niezwykle, o nerwowości rzadko napotykanej wśród zdrowych fizycznie zazwyczaj dziewcząt wiejskich.

Nie umiejąc ani czytać ani pisać, żyła ona życiem ducha i w wolnych od codziennych swoich zajęć chwilach, zapadała w głęboką zadumę. O czym marzyła, jakie widnokręgi ogarniała niecielesnym swym wzrokiem ta uboga pasterka, tak nieokrzesana i pospolita, a przecież tak odskakująca psychicznie, od grona inteligentniejszych od niej o wiele rówieśnic. O czym marzyła?