I kiedy się wieczorną zwłaszcza porą stanie nad wybrzeżami Gawy, bystro toczącej tu po kamieniach jasne swoje wody i wzrok puści przed siebie, kiedy cmentarny blask miesiąca opromieni widnokrąg pełnym poezji melancholijnym światłem, a wyobraźnia w ruch wprawioną, przed ducha oczyma, przesunie szereg wspomnień, związanych i z tą Gawą tu w dole, i z tymi szczytami tam w dali, i z tern zamczyskiem w górze,  wtedy urokowi otoczenia oprzeć się niepodobna, wtedy zimnym niby głaz wobec tego co się tu widzi zostać nie sposób.

I jak gdyby chcąc przetopić w słowa co się w tein miejscu uczuwa, głosem ducha woła się do tych Pireneii, gościem chwilowym których się jest: Zaklęłyście w wnętrzu swoim o urocze góry, słodycz i grozę, pogodę i gromy, wdzięk i strach, ale w tern tu Lourdes, przemawiacie do wszystkich co myślą i czują tym, co myśl najsilniej porusza, co uczuciem najpotężniej wstrząsa.

Urokiem prawdziwego piękna, słodyczą i harmonią, idealnej, że tak się wyrażę kobiecości poezją. Tern, co nas podnosi, co uspokaja, co nas elektryzuje i ożywia, co się wielbi, czym się zachwyca, co się kocha…