I tak: umarłego nie składają tu do grobu w pozycji w jakiej życie zakończył, lecz głowę jego przekręcają z wysiłkiem w trumnie w stronę wschodu. Ze wschodu mówią, wychodzi światło, stamtąd przyjdzie dla niego zmartwychwstanie.

Celem pożegnania się z nieboszczykiem, przed zawiezieniem go na cmentarz, schodzi się do jego komnaty ca ta rodzina, i kiedy się z nim już pożegna, rozlegają się krzyki i płacze najętych w tym celu kobiet.

Jak na Korsyce, rzucają się one na martwe ciało, rozpoczynają z umarłym rozmowę, zapytują go poco rozstał się z życiem, wyrywając sobie przy tern włosy i napełniając powietrze odgłosem swoich okrzyków i łkań. „Po co nieszczęsny rozstałeś się z nami? — wołają „Czy ci tu źle było na tej ziemi? „Czy nic miałeś słoika jasnego nad głową, gór niebotycznych przed sobą, posłusznej i spełniającej wszystkie twoje rozkazy żony w domu? „Poco nieszczęsny rozstałeś się z nami?” I podnoszą umarłego z jego ostatniej pościeli, potrząsają nim na wszystkie strony, jak gdyby nie dowierzając same sobie, że poszedł on od nich w drogę, z której nie ma powrotu, mimo, że miał takie piękne słońce nad sobą, takie wspaniałe góry do koła, taką dobrą i oddaną mu towarzyszkę, jego doczesnej doli przy boku.