Wtedy zdobywają się na najsilniejszy efekt, pewni, że ich nie zawiedzie. „Otwórz, otwórz nieczuła dziewczyno, – wołają, przyprowadzamy Ci młodego człowieka, kochanka do swojej kochanki!”. Na ten głos, jakież kobiece serce okazałoby się głazem, drzwi zatem i tu się roztwierają, panny przecież w pokoju przybyli nie znajdują. Zanim weszli, uciekła. Puszczają się zatem za nią w pogoń, szukają po ogrodzie, na strychu, w komórkach, w skrzyniach, a kto ją pierwszy odnajdzie, ma prawo serdecznie wyściskać, i obcałowaną przyprowadza uszczęśliwionemu oblubieńcowi.

Panna zatem przed ślubem, niby drogocenna perła na dnie morza, każe się poszukiwać i porywać, ale po ślubie staje się własnością męża. I służebnicą. Posługuje mu kiedy je, nie śmie usiąść z nim razem do stołu, spełnia wszystkie jego zachcenia. Ale jest ona jego poddaną wtedy tylko, jeżeli przy uczcie weselnej nie zapomni on o jednej ważnej rzeczy.

Oto fałdy jej sukni w chwili gdy z nią przy stole siedzi, powinny pokrywać jego nogi. Jeśli przypadkiem zapomni o tym, biada mu i wstyd.

Rządy jego domu przejdą niepodzielnie w jej ręce, on zaś z roli swojej wytrącony zostanie, i to na zawsze. A śmierć, ten trzeci etap naszego życia ? I tej towarzyszą dziwne ceremonie.