Ten przypirenejski człowiek, czy zamieszkuje on dolinę Bethmalską czy prowincje Bearneńską i Baśką, temperamentem swoim i uczuć żywością, przywodzi mi na pamięć tych awanturniczych jego kraju poetów, napełniających wieki średnie odgłosem swojej wesołości, poetyczności, i zuchwałych miłostek.

Jak ci poeci, lubi on przenosić się z miejsca na miejsce, jak oni pożąda swobody ducha i rozkoszy życia, kocha kobietę namiętnie, składając jej w ofierze, jak wieszcz wielki powiada: „myśli swych przędzę i swych uczuć kwiaty”. Ale kochając ją jednak całym ogniem swej duszy, składając w swoim języku ku jej czci, nierzadko odznaczające się prawdziwą poezją rymy, nie rozckliwia się dla niej tak jak oni, mazgajowato, nie roztapia w pożerającym go uczuciu, ale zdradzony przez kochankę, bądź też spotkawszy się z lodem w jej sercu, robi dobrą minę w złej grze, pociesza się jak może, niepowodzenia swego nie bierze tragicznie.

I pod tym względem, przypomina mi on nie takiego dajmy na to de Ventadorna, który kochając się do zapamiętania, prosi Boga, gdy miłość, nie na zawsze, ale na jeden tylko dzień od niego się odwróci, by go zabrał z tej ziemi, ale raczej tego niezrównanego