Tak dobrze we Francji jak Hiszpanii, mieli oni swoje narodowe junty, tak dobrze tu jak tam, nie wnosili do skarbu żadnych podatków, byli wolni od ogólnej służby wojskowej, a kiedy w początkach tego wieku konstytucja hiszpańska pozbawiła ich przywilej, jak jeden mąż porwali się dwukrotnie do broni, i gdyby nie interwencja francuska, kto wie nawet czym by się ta ich rewolucja w obronie narodowej odrębności zakończyła.

A Bearneńczycy, ich najbliżsi górscy sąsiedzi?

Komu tajnym jest to, że do końca szesnastego stulecia, kraj ich rządził się odrębnymi od francuskich prawami, że podlegał odrębnej władzy, kto nie jest świadomym tego, że tylko z wielką niechęcią połączył się on z Francją w jeden polityczny organizm.

A gdy się połączył, czyż nie był przekonanym, że wyrządził Francji wielki zaszczyt, choć wy nosząc na jej tron swojego księcia Henryka, nazwanego później czwartym, i sam do zaszczytu powinien byt się poczuwać.

Każdy inny lud, zapewne, tylko nie on.

I gdy ten jego książę, ten Henryk IV. wyraził się raz publicznie: „ofiarowałem nie Bearn Francji, lecz Francję Bearnowi” to dał dowód, że znał naturę swego ludu tak dobrze jak nikt inny, że rachował się z jego pełnymi dumy właściwościami, będącymi zresztą udziałem zarówno jego, jak tych Basków, i w ogóle wszystkich obsiadujących pirenejskie doliny.

Zatem duma, zarozumiałość, poczucie godności osobistej, zamiłowanie swobód, oto cechy tych ludów, francuskich i hiszpańskich z nazwiska tylko.