Wpisy Autora

Wyprawa w Pireneje cz. 33

Słońce ku spoczynkowi się kładzie, mrok gęstą oponą pokrywa ziemię, gotycka świątynia od góry do dołu rozjaśnia się niezliczoną ilością różnokolorowych lamp, godzina za godziną upływa, a te tłumy nie maleją lecz rosną, wzbierają niby oceanu fale, przelewają się po za brzegi okalającego grotę placu. Zapełniają schody kościelne, zwieszają się na stokach górskich, cisną w [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 32

Zajmując szczyt góry nad samą grotą, u stóp swoich poprzedzona jest świątynią o kształtach bizantyńskich, która niby wielka rotunda, garnie pod siebie całą przestrzeń ziemi u dołu, i jest jak gdyby jej uświęconym przedsionkiem. A będąc jej przedsionkiem, jest jednocześnie i uzupełnieniem. I chociaż powstała o kilkanaście lat później, choć poczęta w odmiennym architektonicznym stylu, [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 31

Droga do groty prowadzi nie przez dawne miasto. Pozostaje ono na stronie. Z chwilą gdy do Lourdes napływać zaczęli ze wszystkich stron świata pielgrzymi, między stacją kolei a skałą Masabieles, opodal niego powstało nowe, i zepchnąwszy tamto w kąt, wysunęło się na słoneczne światło. Ze swoimi wspaniałymi hotelami, przytułkami dobroczynnymi, ze swymi niezliczonymi sklepami, zaopatrującymi [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 30

Z abnegacją godną uwielbienia, z cierpliwością budzącą podziw, przywykli do krążenia po wywoskowanych salonów posadzkach, są tu oni jak gdyby we własnym żywiole, nie przerażają ich ani te, jak Nioby w boleści skamieniałej twarze, ani te jęki wydobywające się z wyschłych piersi, ani jednym słowem ten ogrom nędzy ludzkiej, jaka się rozpościera przed nimi w [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 29

Przecież na szczęście nadchodzi. Nadchodzi powoli, z szyn jednych przesuwa się ostrożnie na inne, wreszcie staje. Każdy zatrzymuje dech w piersiach, każdy tłumi siłą, opanowujące go wzruszenie. I nagle, ten tłum ruchliwy i hałaśny, przeinacza się do niepoznania, milknie i poważnieje, przybiera uroczysty charakter, jak w świątyni. Majestat z jednej strony poniewierki i nędzy, opuszczenia [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 28

Stacja przedstawia niezwyczajny widok. Skromna jak wszystkie stacje drugorzędne, w tej chwili przeinaczyła się do niepoznania. Przecisnąć się między zapełniającymi ją tłumami trudno. Zbiegli tu się oni z miasta i okolicy, zapełniają wszystkie wolne miejsca, z gorączkowym wyczekiwaniem spoglądają przed siebie. Właśnie dzwonki elektryczne sygnalizują nadejście pociągu z Paryża, a że ten pociąg wieźć ma [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 27

Tu więc pędziła najchętniej swoje owce, tu zrywała polne kwiaty, tu godzinami całymi wpatrywała się w krajobraz, tajemniczy jak jej myśli, posępny jak jej dola. I tu wreszcie, w pamiętnym dniu 11 lutego miała mieć widzenie, które to Lourdes i te tu skały przeinaczyło do niepoznania, w świecie ducha sprawiło wrażenie, z jakiemu podobnym nie [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 26

Jedenastego lutego 1858 roku, miało miejsce pierwsze widzenie. Od ubogiego domku w którym czternastoletnia wówczas Bernadetta z rodzicami swoimi zamieszkiwała, skały Masabieles oddalone są o dobrą wiorstę drogi. Dziś wyglądają inaczej niż dawniej, ale wtedy, gdy zbierała ona u ich stoków suche drzewo na opał, przedstawiały się więcej dziko. Odcięte od gór okolicznych, sterczały stromo [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 25

Jak w tym świecie, o którym tak słusznie powiedziała poetka, że aby w nim wyschło całkiem „łez morze, chyba cały świat zapalisz, o Boże”. Dziecko acz nie wymagało niemal nic od rodziców, było przecież swoim rodzicom ciężarem. Oddano je więc do okolicznej wioski Bartres, by tam przeżywało swoje dzieciństwo, lecz chyba nie, jak Mickiewicz powiada: [&hellip

Czytaj dalej...

Wyprawa w Pireneje cz. 24

Na takim właśnie przedmieściu, w podobnej właśnie lepiance, w roku 1844 ujrzało światło dzienne dziecko, któremu przeznaczonym było, w dziejach biednego tego miasta odegrać niezapomnianą rolę. Przyszło na świat jak zazwyczaj przychodzi taka biedota, nie powitano go okrzykami radości, nie spowito na miękkich poduszkach, przyjęto z głuchym poddaniem, jak się przyjmuje nowy ciężar, włożony w [&hellip

Czytaj dalej...